DIAMENTOWA GORĄCZKA

DIAMENTOWA GORĄCZKA
© RATOWNICTWO GÓRSKIE

DIAMENTOWA GORĄCZKA

DIAMENTOWA GORĄCZKA

Nad Snare River, w kampie, czekali na mnie Richard i Stanley. Doleciałem do nich samolotem z Yellowknife. Koniec lutego 1992, mroźny dzień. Na termometrze -36C. Nie tak najgorzej, co prawda. O tej porze roku bywa też i -56C. Jesteśmy w subarktycznym kraju, niedaleko koła podbiegunowego.

Richard i Stanley. Ojciec i syn. Zajmują się wierceniami geologicznymi. Przyciągnęli sprzęt z dalekiego, odległego o 2 tysiące km Kamloops, British Columbia. Będą wiercić nad Snare River.

Jestem zaangażowany w prace studialne przyszłej elektrowni wodnej. Trzeba zbadać podłoże geologiczne. Trzeba pobrać próbki podłoża, fundamentów przyszłej elektrowni.  Robota dla wiertaczy.

Zima, swym przenikliwym chłodem konsoliduje tę północną krainę. Jeziora, bagniska, rzeki – zamarzają. Wszystko jest skute lodem. Można przetaczać ciężki sprzęt, miliony litrów paliwa i inne niezbędne materiały do północnych kopalń i zagubionych osiedli zamieszkałych przez Indian. Wiertacze ciągnęli sprzęt ponad 2000 km, ostatni odcinek z Fort Rae mostem lodowym. Czyli przez zamarznięte jeziora i bagniska.

Po krótkiej naradzie, decydujemy zrobić wizję lokalną miejsca pracy, wyznaczyć lokalizacje odwiertów i następnego dnia rozpocząć prace. Wróciliśmy późno do kampu. Północna zorza tańczyła na granatowym niebie.

Następnego dnia tajga została zaatakowana jazgotem wierteł i silników dieslowych.

Richard i Stanley pracowali systematycznie, bez pośpiechu. Niejedną dziurę wywiercili przedtem, widać fachowość ich roboty. Robili wrażenie, że zgrzytanie wierteł to dla nich swoista muzyka. Jazgotliwa muzyka, za którą im dobrze, nawet bardzo dobrze, płacą.

Późnym wieczorem, po pracy, zasiedliśmy w kampie przy kawie. Rozmawiamy o postępie robót. Wszystko idzie zgodnie z programem. Jesteśmy zgodni co do tego.

– za pięć dni skończymy wiercenia – potwierdza Richard.
– czy po skończeniu tej roboty masz następne zlecenia? – pytam się.
tak – odpowiada – będziemy wiercić w górnej partii Snare Lake, 200 km na północ od waszego kampu.
– interesujące – odpowiedziałem – będziecie pracować na zlecenie rządu?
– można tak powiedzieć – potwierdził Richard.

Nie męczyłem więcej mego rozmówcę pytaniami.

Tu trochę geografii. Snare Hydro kamp, to schronisko dla załogi, która prowadzi eksploatacje trzech elektrowni zasilających miasto Yellowknife. Północne miasto rozsiadło się na skalnej granitowej płycie, tuż nad brzegiem Wielkiego Jeziora Niewolniczego.

Dwie kopalnie złota zlokalizowane na obrzeżach miasta, to siła ekonomiczna, która stworzyla Yellowknife.

A nasz kamp leży na północny-zachód od miasta, na 63 równoleżniku, oczywiście północnym. Snare Lake, jeszcze wyżej na północ, na 64 równoleżniku. Subarktyczna kraina, gdzie zimą temperatura spada dramatycznie poniżej zera. Noc trwa prawie 20 godzin. Na granatowym niebie zimno płoną gwiazdy i północna zorza tańczy każdej pogodnej nocy. Latem praży do +30C, i dzień trwa ponad 20 godzin. Kraina krańcowych warunkóww termicznych i świetlnych.

Wiertacze zakończyli robotę w terminie, jak zapowiadali. Stwierdzili wstępnie, że podłoże geologiczne jest solidne. Jestem zadowolony ze współpracy z Richardem i Stanle’yem. Życzę im bermudzkiej pogody nad Snare Lake.

Latem 1992 roku w czerwcu, wiadomość strzeliła w Yellowknife i rozniosła się po świecie:

nieco na północ od Snare Lake znaleziono diamenty!

Lokalna gazeta podała nazwę firmy, która dokonała tego odkrycia. No i co za niespodzianka; nie kto inny, ale właśnie Richard i Stanley pracują dla tej firmy. Wiercili nam próbki nad Snare River, a już niecierpliwili się zawiercić w skale nad Snare Lake.

Wiadomość o znalezieniu diamentów w subarktycznej krainie jest światową sensacją geologiczną. Dotychczas nie przypuszczano, że mogą tu występować.

Odnaleziono regularne, okrągłe, niewielkie jeziorko. Wylot pradawnego krateru wulkanicznego. Z zamarzniętej tafli zwiercili pod kątem, w brzeg jeziora. I tu, Bonanza!

Są diamenty!  Diamenty wysokiej klasy!

Tkwiły w zboczu pradawnego wulkanu, w tak zwanej rurze plutonicznej. Diamenty wydostały się na powierzchnię z głębokich czeluści ekstremalnej temperatury i ciśnienia. Warunków niezbędnych do zamiany zwykłego węgla w magiczny diament.

W Yellowknife ruch. Wszystkie firmy stolarskie tną dzień i noc kołki do markowania terenu. Odlatują samoloty na północ, terkoczą helikoptery z geologami i poszukiwaczami.

Każdy może być poszukiwaczem złota, diamentów lub minerałów. Należy wykupić Licencję Poszukiwacza Minerałów w lokalnym wydziale zasobów naturalnych.

Następny etap: zaopatrzyć się w plik map subarktycznego terenu. Na mapach zaznaczono zajęty teren. Wypisano dane kto posiada prawa eksploatacji na tymże terenie. To nie jest prawo własności terenu. Prawo eksploatacji minerałów, czy diamentów można odsprzedać. Jeśli złoża bogate, można zostać milionerem. Niezłe perspektywy. Równe dla każdego.

Trzeba mieć również aluminiowe blaszki rejestracyjne, które nabija się na drewniane kołki markujące. Cała tradycyjna procedura z czasów północno-amerykańskiej gorączki złota. Czasów Californii i Klondike. Oczywiście trzeba mieć kołki do zaznaczenia działki, do której Poszukiwacz zgłasza oficjalne roszczenie.

Zabicie kołków to najtrudniejszy etap tego dość skomplikowanego procesu.

Należy dotrzeć do miejsca, gdzie potencjalnie mogą występować diamenty. Nie takie to proste. Teren rozległy, ponad 2 miliony km kwadratowych. Niezliczona ilość jezior, bagien, niskopiennego lasu. Teren agresywnej czarnej muszki, niezliczonych chmar komarów, które potrafią doprowadzić do szału stada caribou. Zaatakowana zwierzyna godzinami wystaje w lodowatej wodzie jezior i strumieni. Wystawiając głowę ponad wodę. Tak ratują się przed nękającymi insektami.

Latem nigdy nie wyruszam na północ bez specjalnego siatkowego kubraka. Zarzucam kaptur na głowę, a rękawiczki chronią ręce. Tak jest latem…

Zima dostarcza inne niespodzianki. Niska temperatura, spadająca poniżej -50C, lodowate północno-zachodnie wiatry, śnieżne zawieje i długa polarna noc, to gorsze niż komary i czarna muszka. Po zamarzniętych jeziorach i bagnach można poruszać się ogromnymi pojazdami. W okresie zimy, w ten sposób odbywa się transport ciężkich i ponadgabarytowych ładunków.

Latem, lżejsze dostawy, jak również pasażerowie – tylko drogą powietrzną. Szybko i pewnie. Latem, również samolotami na pływakach. Zimą na nartach. Pozostaje też uniwersalny śmigłowiec. Dużo droższy od samolotu. Niewielu poszukiwaczy posiada tak rozległe możliwości finansowe, aby najmować samoloty lub helikoptery. Dlatego też, jedynie bogate firmy angażują się w to zajęcie. Najmują poszukiwaczy i płacą im regularną pensję. Prawa do minerałów pozostają w rękach firmy.

Zimą, w roku 1989 byłem na polach diamentowych. Nikt nie miał wtedy pojęcia o zalegających tu bogactwach.

W lutym lataliśmy od jeziora do jeziora, lądując i startując kolejno na Ghost Lake, Winter Lake, Snare Lake, White Wolf Lake, Indian Lake i Carp Lake.

Mierzyliśmy grubość pokrywy śnieżnej i gęstość śniegu. Dane potrzebne do prognozowania dopływu wody do zbiornika energetycznego. Roztopiony śnieg napełnia nasze zbiorniki. Teren smagany lodowatymi wichrami. To obszar tundry, czyli powyżej lini lasów.

Wtedy trzeba było wbić kołki! W każdym rogu kołek, i prawa do minerałów są moje. No tak, nie wiedziałem, że tu są diamenty!

Wieczorem, na ulicy spotkalem Romeg’o. Dźwigal pod pachą plik map. Zapytałem go:

– co, diamentowa gorączka?

– zgadłeś, odpowiedzial, – zimą wybieram się nad Snare River zaznaczyć teren.

– leć samolotem, helikopterem, bo będzie za późno, cała kraina jest poznaczona.

– chyba coś zostanie dla mnie, powietrzem za drogo, odpowiedział.

Zazwyczaj pod koniec grudnia, najpóźniej z początkiem stycznia, otwierają drogę zimową z Fort Rae aż do kopalni nad Wielkim Jeziorem Niedźwiedzim. Droga przecina zamarznięte jeziora, bagna, i dociera powyżej lini lasu. A więc można dotrzeć wysoko na północ, zaznaczyć działkę.

Zima w tym roku łagodna, tylko -15C. Raczej Indiańskie lato. Nie jestem pewien, czy Romy dotrze na czas.

A może i ja wbiję kołki w diamentową działkę? Nad Snare River jestem tu regularnie co dwa tygodnie. Licencję poszukiwacza wykupiłem latem.

Muszę znaleźć okrągłe jeziorko, zaznaczyć miejsce, następnie zgłosić oficjalnie do urzędu zasobów mineralnych w Yellowknife…

Opanowała mnie diamentowa gorączka. A sprawcami są Richard i Stanley.

Leon Urban
O Leon Urban 9 artykułów
Dzieciństwo (szkoła podstawowa) spędził w Przesiece, Karkonosze W latach 50 ubiegłego wieku był zawodnikiem "Stali". W latach 1962/1963 pracował jako ratownik sezonowy GOPR w Karkonoszach.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


fourteen − three =