INUITA O IMIENIU SAM

INUITA O IMIENIU SAM
© LEON URBAN / RATOWNICTWO GÓRSKIE

INUITA O IMIENIU SAM

INUITA O IMIENIU SAM

Z Yellowknife wyleciałem o zmierzchu. Luty, miesiąc środka sub-arktycznej zimy. Chociaż była zaledwie godzina 2:00 po południu, panował półmrok. Prószył śnieg. Czterosilnikowa Electra wzbiła się w ciemną przestrzeń nieba. Żółtawe światła Yellowknife Airport szybko zniknęły z pola widzenia. Monotonny rytm pracy silników potężnego samolotu wbijał się w ciszę pustej krainy przez następne 2 godziny  lotu na północ North West Territories (Północno-Zachodnie Ziemie Kanady).  Leciałem do Coppermine (Kopalnia miedzi) nad Coronation Bay (Zatoka Koronacji). Zatoka wychodzi  na północ, na lodowate przestrzenie  Arctic Ocean.

Po 2-ch godzinach lotu w północnej ciemności  Electra nadleciała nad pas lotniska w Coppermine. Samolot zatoczył krąg. W dole oświetlony pas lotniska. Środek pasa, zaznaczony czerwoną odblaskową farbą, ciągnął się na całej długości lądowiska. Dodatkowa informacja dla pilotów północnych lotów.

INUITA O IMIENIU SAM
”Coppermine Airport”© LEON URBAN / RATOWNICTWO GÓRSKIE

Samolot doziemił, wzbiły się – widoczne z okna Electry i w oświetleniu pasa – śnieżne kłęby suchego śniegu zmieszanego z pyłem żwirowej płyty lądowiska. Północne lotniska Kanady w większości są żwirowe. Zawyły cztery silniki, pilot ”przestawił  śmigła” hamując samolot. Po wytraceniu prędkości zaczął kołować w kierunku niepozornego budynku ”Coppermine Airport”. “Port” oszroniony i słabo widoczny w arktycznych ciemnościach. Tylko światła wskazywały jego lokalizację.

Z samolotu wyszedłem w Polarną Noc. Prószył drobny suchy śnieg. Poczułem ostre zimno, od Coronation Bay wiał północno-zachodni wiatr. Spotkanie z Arktyką. Bez wątpienia dała znać; to TU jesteś.  Dotarłem do budynku portu zarzucając głęboko kaptur mej “parki”; ciepłego kanadyjskiego płaszcza z kapturem. Płaszcz “podbity” puchem z kanadyjskiej gęsi. Niezawodne odzienie, konieczne do przetrwania w Arktyce.

W “airport” czekal na mnie George, kierownik elektrowni w Coppermine. How are you? I am OK! Wymieniliśmy klasyczną formułę przywitania. Zawsze to samo pytanie; jak się masz? i odpowiedź; w porządku, dobrze. Rzadko; so, so; (tak sobie).

Dotarliśmy do zagubionej w ciemności elektrowni.  Lampy  oświetlały żółtawą poświatą niewyraźną strukturę budynku.

To była moja pierwsza wizyta w Coppermine ( później przywrócono jej pierwotną nazwę; Kugluktuk).

Wszystkie miejscowości  zasiedlone przez Inuitów mają  konkretne określenie. W większości, nazwy miejscowości (hamletów) określają warunki przetrwania lub opisują charakterystyczna cechę lokalizacji.  Na przykład: Zatoka Obfitej Ryby.  Kugluktuk to miejsce gdzie płynie szybka woda. Z kolei  Kugluk – to wodospad.

W elektrowni, w ciasnym pomieszczeniu  zwanym Plant Office spotkałem po raz pierwszy Sama, Inuitę, tubylca. Za cienką ścianą Office dudniły pełną mocą 3 Diesle, silniki napędzające generatory. Potrzeby energetyczne miejscowości w warunkach arktycznych muszą zostać zaspokojone. Silnik zapasowy w pogotowiu. Nie może być przerwy w dostawie energii. Gdy elektrownia  nie wystartuje ponownie po 72-ch godzinach; miejscowość  musi być ewakuowana na południe.  Ponad tysiąc mieszkańców, w tym dzieci i starcy. Konsekwencje braku energii to zamarznięta instalacja wodna i kanalizacja. Duże straty i niełatwa logistyczna operacja. W historii Północy zdarzały się takie przypadki.  Na szczęście, sporadycznie.

Nieustanna dostawa energii to warunek przeżycia na Północy. Nikt nie mieszka tutaj w igloo.  Innuci mieszkają w domach zaprojektowanych na przetrwanie mrozów ponizej -50C i wytrzymanie lodowatych północnych wiatrów.

Sam, operator elektrowni, zdawał  sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na nim ciąży. Był dumny z tego. Rozumiał swą pracę, wiedział jak kontrolować kręcące się Diesle.  Wiedział jak obsługiwać bezpiecznie. Odstawiać z systemu. Synchronizować dwa rozpędzone agregaty, aby nądażyć za nagłym wzrostem zapotrzebowania  energii dla mieszkańców Coppermine. Był w osadzie (hamlecie) uznawany za lokalnego inżyniera.

Sam urodził się na Holman Island, wyspie położonej na polnoc od Kugluktuk. Urodził się w Arktyce, w igloo.

Gdy sprawdzałem jak możemy użyć ciepło silników do podgrzewania zbiornika wody pitnej dla osady, Sam udzielał rzeczowych odpowiedzi na moje pytania. Znał dobrze wszelkie instalacje i zawory w elektrowni. Znał ich funkcjonowanie. Jednym słowem, był wysokiej klasy operatorem Dieslowej elektrowni.

Po zmianach administracyjnych Północnej Kanady, wydzieleniu nowego terytorium Nunavut, przestałem odwiedzać Kugluktuk. Pracowałem w regionie Northwest Territories.  Podział nastąpił w roku 1999. Nie spotykałem już Sama.

INUITA O IMIENIU SAM
Uroczystość w roku 1999. Źródło: By Ansgar Walk, CC BY-SA 3.0, WIKIMEDIA

 

Po latach, gdy opuściłem Północ Kanady i osiedliłem się u podnóża Gór Skalistych, nadal utrzymywałem kontakt z moimi kolegami z pracy. Rozmawiając z kolegą z Yellowknife, wymieniając zapamiętanych przyjaciół z pracy, zapytałem; -a co sie dzieje z Samem z Kugluktuk? Odpowiedź; –Sam nie żyje.

Co się wydarzyło? – zapytałem.

I tu krótki opis; –Sam z żoną wybrał się na polowanie na ski-doo (skuter śnieżny). Rok 2004, październik. Sam był już od dwóch lat na emeryturze;-dopowiedział kolega. Wracając  z polowania, przekraczając taflę jeziora niedaleko Kugluktuk, zamarzł. Jego żona również.  Lód załamał się, nie mogli wydostać się z zimnej pułapki. Znaleziono ich następnego dnia. Dwie lodowe postacie.

Rozmyślalem po rozmowie; -jak to możliwe? Sam, doświadczony, urodzony w Arktyce, nie przewidział niebezpieczeństwa?

Pamiętam;-pytaliśmy Sama, jak określałeś kierunki w Twym ciemnym zimą kraju. Nie ma słońca, mglisto, nie widać gwiazd. Kierunek odnajdywaliśmy po ułożeniu zasp śnieżnych, wyjaśniał. Wiatr wieje w tej krainie z kierunku północno-zachodniego, odpowiadał. Ułożenie zaspy śnieżnej było linią odniesienia.

Sam, pracując w świecie nowej technologii nabrał respektu i przeświadczenia o pewności  funkcjonowania współczesnych udogodnień. Takim udogodnieniem był dla niego ski-doo. Niepotrzebne były psy aby ciagnąć sanie. Ski-doo szybsze, silniejsze. Start, jazda, odstawienie po zakończeniu jazdy. Wygoda.

Ski-doo to jednak sprzęt dużo cięższy od naturalnych sań używanych przez północnych Inuitów.

Rozmyślalem dalej; -Październik, to nie taka późna pora roku. Co prawda na Północy, już o tej porze temperatury mogą spaść do -20C. Czy w roku 2004 tak było? Czy Sam nie przewidział, że lód może być mniej wytrzymały niż w poprzednich latach? Stracił orientację, wjechał na obszar lodu w pobliżu ujścia rzeki z jeziora? Na nowej tafli lodowej nie było zasp.

Dwie zamarznięte postacie. Do dzisiaj nie mogę oswoić się z tą wizją. Zawsze uśmiechnięty, pogodny Sam. Jego uśmiech i spokojność pozostanie w mej pamięci na zawsze. Nie znałem Jego żony.

 

Zapisane 2015/12/07 nad Snare River, Northwest Territories Canada

Leon Urban
O Leon Urban 6 artykułów
Dzieciństwo (szkoła podstawowa) spędził w Przesiece, Karkonosze W latach 50 ubiegłego wieku był zawodnikiem "Stali". W latach 1962/1963 pracował jako ratownik sezonowy GOPR w Karkonoszach.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


two + six =