KARKONOSKIE POSZUKIWANIA PANA STANISŁAWA

KARKONOSKIE POSZUKIWANIA PANA STANISŁAWA
© LEON URBAN / ARCHIWUM / RATOWNICTWO GÓRSKIE

KARKONOSKIE POSZUKIWANIA PANA STANISŁAWA

KARKONOSKIE POSZUKIWANIA PANA STANISŁAWA

Puchar Smogorni

Trener Stanisław (Rażniewski) zapowiedział; -zorganizujemy zawody narciarskie w ciekawej scenerii Karkonoszy. Na północnym zboczu Srebrnego Grzbietu, w kierunku północnym opada Kocioł Smogorni. Rozległa geologiczna pozostałość po dawnym lodowcu. Miejsce, do którego można dotrzeć poprzez Przełęcz Karkonoską. Pobliskie zaplecze;-schronisko Odrodzenie. Zazwyczaj zawody zjazdowe rozgrywaliśmy w pobliżu schronisk, odległych nie więcej niż pół kilometra od mety. Kocioł Małego Stawu w pobliżu Samotni oraz Kocioł Łabskiego Szczytu gwarantował taki komfort. To były miejsca naszych rywalizacji w latach 1950-tych.

Kocioł Smogorni odległy jest ok.2 km od Schroniska Odrodzenia. Na Przełęcz Karkonoską jedyny sposób dotarcia, na nogach, z ostatniego przystanku tramwaju w Podgórzynie Górnym. Kto zna Karkonosze, wie; jest to ładny kawałek drogi poprzez osadę Przesieka, gdzie mieszkałem 6 lat, zbocze Suchej Góry i Przełęcz Karkonoska do Odrodzenie. Z obciążeniem;-plecak i narty, do 3-ch godzin wspinania się na grzbiet Karkonoszy.

Schronisko Odrodzenie było moim pierwszym górskim spotkaniem z innym światem niż doliny i przedgórze.

Było to w roku 1948. Mieszkałem wtedy w Przesiece. Mama, ojciec zdemobilizowany z Armii Polskiej (Berlinga; -ludzie znajdowali się wtedy w rzeczywistości takiej jak los ich rzucił) i ja zasiedliliśmy małe górskie gospodarstwo po deportowanych Niemcach. Tak to było w owych czasach. Południowo-zachodnie obszary obecnej Polski, po regulacji granic, zajmowali wysiedleńcy z nad Niemna i przybysze z Centralnej Polski, jak również z Wielkopolski. W Hain, nazwa niemiecka osady, później w Matejkowicach i ostatecznie w Przesiece przybywało osiedleńców. „Przesieka”, tak oficjalnie nazwano miejscowość. Nazwa jest używana do dzisiaj.

Tu w miejscowości górskiej, już pierwszej zimy, zacząłem ślizgi na nartach pozostawionych przez młodych Niemców. Było wiele par zgromadzonych na strychu. Większość to długie narty skokowe. Na skokówkach zjeżdżałem na wprost. Trasa była kalkulowana tak aby nie było potrzeby skrętu. Wolałem jednak narty zjazdowe zapinane na tzw. Kandahary. Mogę powiedzieć, kontynuowałem tradycje narciarskie niemieckiego domu.

Pierwszy Puchar Smogorni miał międzynarodową obsadę. Przybyli z Czech, ze Szpindlerowego Mlynu juniorzy i seniorzy.

Byli to najlepsi zjazdowcy z regionu Karkonoskiego. Wśród nich Cermak’owie; senior i junior. Jak Pan Stanisław załatwił udział Czechów, to Jego tajemnica. W owych czasach granica była mocno strzeżona przez WOP. Nie było wymiany turystycznej z południowym sąsiadem. To były środkowe lata 1950-te.

Pogoda była karkonoska; mgła, lekki śnieg i wiatr. Czesi wygrali w seniorach. W juniorach walczyliśmy dzielnie. Mieliśmy dobre wyniki. Zakończenie, wspólne spotkanie, bez zbędnych przemówień mieliśmy w Schronisku Odrodzenie. Chłopcy z Karkonoszy, Czesi, zasiedziali od wieków i nowi przybysze hartowani karkonoskim wiatrem mieli wspólny język i dobry czas. Nie pamiętam kto wygrał w juniorach. Pamiętam, dostałem dyplom i odznakę, nie pamiętam za które miejsce. To było tyle lat temu. Prezentacje nagrodzonych zawodników prowadził Pan Stanisław. Nawet przemówił w paru zdaniach w języku czeskim! Po zawodach zjechaliśmy z Przełęczy w kotlinę, do domów. W Pucharze Smogorni startowałem tylko jeden raz. Wydarzenie w karkonoskiej scenerii gór, śniegu, mgły i narciarskiej rywalizacji pozostało w pamięci do dzisiejszego dnia. Te wspomnienia spisuję nad Whitney Lake Texas w 2013.

Puchar Smogorni był rozgrywany w następnych latach, ja już nie brałem udziału, rozpocząłem studia na Politechnice Wrocławskiej. Wrocław w 1957 roku w 60% był w gruzach. Szok dla mnie, po Karkonoszach nieruszonych wojennym szaleństwem. Ta kraina stanowiła oazę przetrwania ludzkiej wartości dokonań Polaków, Czechów, Austriaków i Prusaków. Złożona jest historia tej ziemi i gór. W mej ocenie, Puchar Smogorni był wezwaniem dla narciarstwa karkonoskiego, był koncepcją Pana Stanisława przybliżania Gór polskiej młodej generacji.

Zjazd ze Szrenicy

Wielokrotnie rozmawialiśmy o potrzebie trasy zjazdowej w Karkonoszach. My rozmawialiśmy a Pan Stanisław konkretnie działał. Też lata 1950. Bylem wtedy w 10-tej klasie Liceum Cieplickiego. Pewnego dnia Pan Stanisław zapytał mnie; -Leon, czy chcesz wziąć udział w testowym biegu zjazdowym ze Szrenicy? Oczywiście!!! Zapytałem kto jeszcze pojedzie; -Bogdan, Gabryś,ty Leon no ja – niewielu, to jest test. Trasa;-start z górnej partii Ściany, dwa skręty, następnie jak przecinka „leci” i nie w kierunku jak do obecnej pośredniej stacji, ale skręt w prawo w kierunku przecinki leśnej przecinającej prostopadle drogę do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Tam długi szybki trawers i meta w dolinie małego potoku. Dużo jazdy na szybkość.

Z Google Earth odczytałem;-trasa ta miała długość 1800 m i różnicę poziomów ok. 500 m. To był początek marca, warunki śniegowe bardzo dobre i pogodne. Przejechałem trasę bez problemów, miałem ekscytujące uczucie  szybkości i harmonii skrętu. Najlepsza trasa na karkonoskie warunki. Więcej zjazdów tą trasą nie było. Obecnie przecinka prostopadła do drogi Pod Łabski zarosła. Nikt nie uwierzy, że  tam jeździliśmy bieg zjazdowy, prawdziwy. Zasuwało dobrze.  Stanisława poszukiwania zawsze były oryginalne.

Wspomnienia spisał; Leon Urban

Laguna Park TX,  28 Września 2013


Leon Urban – w latach 50 ubiegłego wieku był zawodnikiem „Stali”, a w 1962 roku pracował jako ratownik sezonowy GOPR w Karkonoszach. Wspomnienie publikujemy za zgodą Autora i dziękujemy za udostępniony tekst.

Ryszard Jędrecki
About Ryszard Jędrecki 23 Articles
Ryszard Jędrecki - ratownik Grupy Sudeckiej (obecnie Karkonoskiej) GOPR

Bądź pierwszym który skomentuje

Skomentuj

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*


seventeen − 7 =