POŻAR W KARKONOSZACH

POŻAR W KARKONOSZACH
© TOMASZ TRUSEWICZ | RATOWNICTWO GÓRSKIE

POŻAR W KARKONOSZACH

„PŁONĄ GÓRY, PŁONĄ LASY …”

Ogień widać było z Jeleniej Góry, wyglądało to tak jak by ktoś rozpalił na grzbiecie Karkonoszy gigantyczne ognisko. Paliły się trawy i kosodrzewina po stronie czeskiej obok schroniska Łabska Bouda (Labská bouda). Miejsca bardzo ciekawego turystycznie nie tylko ze względu na górskie krajobrazy, ale też dlatego, że w pobliżu znajdują się źródła Łaby. Tutaj bierze swój początek  jedna z największych rzek Europy.

Pożar traw w górach o tej porze roku, to co najmniej dziwne. A jednak – paliło się na przestrzeni kilkunastu ha., wiał bardzo silny wiatr – termometry wskazywały  -5 C, ale temperatura odczuwalna to -15 C.

W tych warunkach działali polscy i czescy strażacy, a jednym z nich był ratownik Grupy Karkonoskiej GOPR – Tomek Trusewicz. Tomek jest Viceprezesem Grupy, przewodnikiem psa, ratownikiem medycznym z wykształcenia, ale przede wszystkim strażakiem w randze aspiranta. Kierował akcją ratunkową do czasu przybycia komendanta z  Jeleniej Góry.

Z relacji Tomka:

„W sobotę o 16 30 otrzymaliśmy zgłoszenie o pożarze w górach. Czesi prosili o pomoc i przysłanie trzech zespołów do pomocy w gaszeniu pożaru. Sytuacja była dynamiczna, a ogień rozprzestrzeniał się w kierunku polskiej granicy. Wyjechaliśmy w ciągu jednej minuty. Zasugerowano nam jazdę przez Harrachov, czyli dookoła. Postanowiliśmy jechać na skróty, czyli czerwonym szlakiem przez Halę Szrenicką.  Dysponujemy znakomitymi samochodami, znam tę trasę jak własną kieszeń. Udało się, zaoszczędziliśmy co najmniej 50 km, dojechaliśmy do linii ognia. Płomienie sięgały do 4 metrów, podsycane przez silny wiatr momentami zamieniały się w ogniste kule uciekające  gdzieś w górę.  Na szczęście wiatr przycichał. Pierwszy atak wodny pozwolił nam nieco ogień przygasić, a kiedy zabrakło wody użyliśmy łopat i najbardziej przydatnych w tym przypadku tłumic. W międzyczasie dojeżdżały kolejne zespoły.

W sumie pracowało ze strony polskiej 9 jednostek, a ze strony czeskiej 11.

Był problem z wodą na górze – wszystko wyschnięte, praktycznie  całe lato nie padało. Na szczęście Czesi mieli zbiornik  z dużymi zapasami wody. To wystarczyło na opanowanie pożaru. Kłopotliwe jest zawsze dogaszanie, ponieważ – szczególnie w kosodrzewinie – gdzieś tam jakiś ogień pozostawał. Około godz.22-ej pożar został  zlikwidowany. Wszystko dzięki znakomitej organizacji i dobrej współpracy z czeskimi strażakami. Na pewno pomogły mi też doświadczenia z GOPR-u głównie związane ze znajomością gór.”

 

Działania strażaków  uratowały góry, bo gdyby ogień przeszedł na stronę polską, opanowanie pożaru w tych warunkach i przy takim wietrze byłoby niemożliwe, a straty nieobliczalne. W Jeleniogórskiej straży pożarnej pracuje też Tomek Krotowski, też nasz ratownik, specjalista od jaskiń i gór wysokich. 

Brawo Panowie! Gratulacje i dziękujemy!

Marian Sajnog
O Marian Sajnog 215 artykułów
Marian Sajnog - w latach 1973 - 1975 Naczelnik Grupy Sudeckiej GOPR

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


11 + 11 =